Tak nazywa się ciekawy serial nadawany na National Geographic. Pokazują tam np. facetów, którzy umieją w kilka godzin naprawić turbinę takiej elektrowni, ja ta, na której teraz siedzę. Waży to-to ok 80 ton i jest robione z precyzją do tysięcznych części milimetra. Każde zadrapanie, każdy gwałtowniejszy ruch podczas montażu/demontażu zmienia warte setki tysięcy $ 80 ton zegarmistrzowskiej precyzji w 80 ton bezwartościowego szmelcu...
A faceci jakby nigdy nic, mizdrzą się do kamer NG i naprawiają.
Na mniejszą skalę tutaj to moje trzy maszyny. Każda składa się z ok 2000 części, w większości nietypowych, zawiera ok 100 m kabli i nieprostą elektronikę. A ja mam to kumać... bo jestem chwilowo jedynym człowiekiem na Ziemi, który te maszynki zna. Nie trzeba chyba dodawać, że gdy już myślami jestem w domu, musiała taka maszynka pierdachnąć. Niby drobiazg, nie działa jedna funkcja. Sprawdzam jeden z czterech głównych podzespołów - nazywa się to promiennik. Na przyrządzie serwisowym nie działa. Mam taki promiennik w zapasie, w samochodzie Szefa. Proszę zatem Szefa, żeby przyniósł. Przynosi, ale raportuje "coś tam lata w środku". Wiem, co tam może latać, otwieram obudowę, sprawdzam, potwierdzają się najgorsze obawy: najsolidniej umocowana część radośnie się oderwała, a że ciężka ona i solidnie kablami obłożona, to i narobiła sporo spustoszenia. Nie ma szans naprawić tego na miejscu bez moich specjalistycznych sprzętów, które mam we Wrocławiu. Ale przypominam sobie, że mój przyrząd serwisowy ma ukrytą funkcję. Korzystam z niej dla sprawdzenia dotychczasowego promiennika. Działa, cóż za ulga! Pozostaje sterownik, bo zazwyczaj on "pada". Biorę zapasowy, wymiana trwa 5 minut, bo moje maszyny pomyślane były do częstego serwisowania. Od razu wszystko rusza, a ja zostaję z rozbebeszonym promiennikiem i uszkodzonym sterownikiem, które muszę w częściach zwieźć do Wrocławia i jak najszybciej naprawić.
Awaria trwała niecałe 50 minut, adrenalina taka, że nieważna grypka, nieważny pył węglowy i popiół, które są tu wszechobecne Gdy o 15:49 maszyna znów była czynna, siadłem z dumą... a po chwili adrenalina opada, znów pot na całym ciele, znów zmęczenie. Zupełnie nie przypominałem facetów z "Tajemnic najtrudniejszych napraw", bo oni tam przed kamerami zawsze uśmiechnięci i wyprasowani, zero zmęczenia, mizdrzą się do obiektywu, jak cielebryty jakieś. Nie wierzę zatem programom z NG - ta telewizja też kłamie!


