POŚLIZG

...nieregularnik wrednych komentarzy...

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

można, a nawet trzeba krytykować

można, a nawet trzeba krytykować
31 sierpnia to rocznica popisania tzw. porozumień sierpniowych. Porozumień pomiędzy rządzącą ówcześnie – w roku 1980 – komuną a strajkującymi w kolebce styropianów. Porozumień, które dopuściły powstanie mateczki "S", a następnie do całego ciągu wydarzeń: jej zdelegalizowania zuzamen z ogłoszeniem wojny polsko-jaruzelskiej, zadym, kolejnych strajków w 1988 i w końcu, w 9 lat później, okrągłego stołu.
Co roku więc, 31 sierpnia, pod historyczną bramą kolebki styropianów, pod pomnikiem z nierdzewki (która rdzewieje, cholera jedna!) się odbywają obchody. Obchody, które w ostatnich latach zaczynają się ocierać o cyrk. Cyrk w postaci prób zanegowania i zafałszowania tego, co się zdarzyło 28 lat temu. A szczególnie tego, co się wydarzyło przy okrągłym stole i po nim.
Skuli wieszania pjesiów, szczególnie nasilonego przed sierpniem, Wałęsa L. (były...) olał równo oficjalne obchody i położył kwiatki dzień wcześniej. Jakoś mu, czemu się nie dziwię, nie zależało na znalezieniu się między tymi, co tym wieszaniem sterują. Choć mówią, że nie. Z taką miną jednak mówią, że wszystko jest jasne. Przynajmniej dla mnie jasne jest.

Na tegorocznych obchodach przemówił Najjaśniejszy Pan Prezydent. Przemówił i nie tylko podsumował, podsumowaniem wedle siebie i brata – czyli mającym niewiele wspólnego z rzeczywistością (ja mam dobrą pamięć i kilkanaście kilogramów bibuły z tamtych czasów + taśmy, com ich nagrywał, z rozmów w kolebce), sierpień i porozumienia, ale i okrągły stół. Okrągły stół, który nie tylko "można, ale i trzeba krytykować".

Byli już tacy, spod znaku Końskiego Łba i jego przydupasa Wierzejskiego W., co wrzeszczeli, że stół był zdradą a jego uczestnicy z naszej – znaczy nie-reżimowej – strony zdrajcami. Po łbie za to już kapinkę dostali, bo Koński Łeb proces z rodziną Kuronia J. (wieczny dżins) przegrał. Powinni bardziej, bo skandal to zaiste niemały, żeby małolaty, które w 1989 na stojąco pod stół wchodzili i na muchę mówili "taptu" czy dopiero zaczynali wchodzić w dojrzałość wypowiadali się na temat tego, czy ktoś jest czy nie jest zdrajcą i tego, co się dokonało przy okrągłym stole.
Najjaśniejszy Pan Prezydent, wspominając nie tylko o możliwości, ale i konieczności krytykowania okrągłego stołu, również się dopisał do listy tych, co koniecznie chcieliby rozpowszechnić i oficjalną uczynić swoją wersję historii. I tu można by spytać: dlaczego?

Choć to pytanie w zasadzie retoryczne, bo każdy zdrowo myślący rodak zna na nie odpowiedź, to jednak na nie odpowiem. Żeby ci, co tamtych czasów nie pamiętają skuli mało zaawansowany wiek, mieli jasność. Jasność, co ona polega na tym, że panów Kaczyńskich nie było nawet w okolicach okrągłego stołu. Że nie wspomnę o tym, że jakoś dziwnie cicho o nich było w latach 1976 (kiedy to wszystko od Radomia się zaczęło)-1990 (kiedy Wałęsa L. został prezydentem). Pojawili się dopiero w 1991 – w ekipie Wałęsy L. Któren jeden zresztą dość szybko się z nimi rozstał.
W rozumieniu zaś panów Kaczyńskich coś, co się bez nich działo jest bardzo "be". Więc nie tylko "można", ale i "trzeba". Zaś prawdziwa zmiana ustrojowa dokonała się dopiero wtedy, kiedy Kaczyński J. (w odstawce) ogłosił powstanie IV RyPy – Rzeczypospolitej Paranoicznej.

Jeśliby polecieć w gdybizm i pogdybać, co by było, gdyby stołu nie było czyli co by było, gdyby panowie Kaczyńscy zdecydowali się wziąć udział, to zapewne nadal niemiłosiernie panowała by nam komuna, a wspomniani czekali na tego, co zacznie.
By go potem oczywiście sprowadzać do parteru i negować wszystko, co zrobił.

Cóż... ten typ widać tak ma, więc pozostaje tylko czekać póki się nie znikną, miejmy nadzieję bezpowrotnie, z rodzimego cyrku politykierskiego. Bo jak się znikną, to się okaże, że nie tylko Wałęsa L. swoje zrobił, ale i wygwizdany Borusewicz B. (senacki obermarschall) i że stół wcale nie był taki do dupy, ale efekty swoje przyniósł.