POŚLIZG

...nieregularnik wrednych komentarzy...

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

a jednak

a jednak
A jednak Ziobro Z. (stalinowska szkoła) się zrzekł. Immunitetowej tarczy się zrzekł mianowicie. Znaczy z gęby cholewy nie zrobił. Zrzekł się i nie zrobił, ale co naujadał, to naujadał. Odsądzając oczywiście od czci i wiary tych, co śmieli mu podskoczyć wnioskiem o wyciągnięcie zza tarczy immuniteta.

Nie spodziewałem się ja niczego innego zresztą i byłem na to przygotowany. Jak i na to, że Ziobro Z. postara się pobić któryś z rekordów Castro F. (jak Castro bogu, tak bóg Kubie), co zresztą nie dalej jak wczoraj zapowiadał, niby tyż to żartując. Zmieścił się w około półtorej godzinie, co wyszło z pożytkiem dla mojego zdezelowanego telewizora, bo jakby jeszcze z pół godziny w takim tonie pociągnął, to zapewne wywaliłbym sprzęta za okno.

Nie jestem specjalistą od prawa, bo i niby jakim cudem, niemniej zupełnie idyjotycznym wydaje mię się argument, że Kaczyński J. (frustracja głęboka) – jako szef macierzystej partii Ziobry Z., członek BBN (cokolwiek by to nie było) itede miał pełne prawo zaglądać w akta toczącego się śledztwa. Jeśli już, to lojalny członek urzędującego rządu powinien takie akta pokazać, ale w żadnym wypadku nie dawać do ręki w postaci ksero, swojemu bezpośredniemu szefowi czyli premierowi, którym był wtedy jak raz Marcinkiewicz K. (yes! yes! yes!). W ten prosty sposób Ziobro Z. potwierdził obiegową opinię, że Marcinkiewicz K. w istocie był tylko erzatzem i marionetką bez znaczenia, a fucktycznie rządził Kaczyński J. Mniejsza jednak o to – Kaczyński J. był wtedy osobą jak najbardziej postronną, której do ręki ksero akt nie należało dawać, albo prawo mamy bardziej do dupy niż myślałem.

Zresztą całe kazanie Ziobry Z. leciało w podobnym tonie, bowiem cięgiem dowodził, że mu robią kuku na polityczne zamówienie i, że wnioskodawca i zatwierdzający czyli prokurator i minister od Temidy nie mają nawet zerowej wiedzy w temacie prawa, w której Ziobro Z. jest oczywiście alfą i omegą. I pozostałymi literami greckiego alfabetu też. Poleciał więc ostro Ziobro Z., robiąc z siebie ofiarę politykierskiego prześladowania i zapowiadając, że jego proces będzie w istocie procesem politycznym, on sam zaś poleci za męczennika za słuszną sprawę.
Niezła taktyka, wsparta mocno demagogicznymi argumentami na dodatek i niezłą wodę z mózgu przeciętnym rodakom zapewne zrobi. Wodę taką, że w osłupienie wpadną i racją mu przyznają. Bo z lenistwa nie pomyślą i nie cofną się pamięcią do czasu, kiedy Ziobro Z. brylował w rywińskiej kumisji. Już wtedy można się było zorientować, czego się po nim spodziewać można. Co czas jego ministrowania dobitnie udowodniło.

Udowodniło mianowicie to, że Ziobro Z. rozumiał swoje zatrudnienie w charakterze ministra jako misję szukania haków na przeciwników politycznych – czego dowodem jest dostarczenie w zębach akt sprawy paliwowej swojemu partyjnemu szefowi – co przykrywał spektakularnymi aresztowaniami, osądzaniem na konferencjach prasowych i urządzaniem tychże przynajmniej 8 razy w tygodniu. I cichą obietnicą awansu dla tych wszystkich prokuratorów, którzy będą sadzać bez opamiętania i uzasadnienia tudzież kwalifikować podejrzanych tak, by można im było wsadzać jak najwyższe wyroki.

Zasłona dymna niezła, kazanie też. Ino – mam nadzieję – gówno da i Ziobrze Z. się do dupy dobiorą koncertowo. Bo mu się to należy, jak psu ze schroniska micha.