POŚLIZG

...nieregularnik wrednych komentarzy...

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

wyższa szkoła robienia byznesu

wyższa szkoła robienia byznesu
Właśnie wylazło, jak nie przymierzając jakie szydło z worka albo xiędzu spopod przykrótkiej sutanny. Właśnie wylazło, jak to ekipa Kaczyńskiego J. (frustracja coraz większa) parła na uratowanie stoczni, w tym kolebki styropianów.
Parła mianowicie w ten sposób, że równiutko olała propozycję kupienia całego zestawu stoczniowego – znaczy Szczecina, Gdyni i Gdańska zuzamen, co to ją zgłosił holenderski bank pt. Fortis. Olała mianowicie ekipa ta propozycję tę w ten prosty sposób, że ad hoc ją udupiła proponując kupno wspomnianych stoczni w kawałkach – znaczy pojedynczo. Co jak raz niderlandczyków nie interesowało, bo po kiego kupować na sztuki, skoro pasuje hurtem?

Istnieją przypuszczenia, zapewne nie pozbawione podstaw, że powodem takiego potraktowania Fortisa było zapewnienie, że kolebki styropianów się w obce ręce nie puści, złożone przez Najjaśniejszego Pana Prezydenta (wtedy in spe) podczas kampanii wyścigowej do prezydenckiego stołka w kształcie fotela. I tu bym delikatne pytanie ośmielił się postawić: czy do kurwej nędzy każdy byznes w kraju naszych przodków, zadków i dzieci musi się rozbijać o politykierskie ambicyjki?
Wychodzi na to, że musi, a wylazła zupełnie przypadkowo propozycja Fortisa najlepiej tego dowodzi. Wylazła przypadkowo, bo Fortis rozpytany delikatnie na okoliczność, czy by nie kupił stoczni, wyraził głębokie zdumienie, że się go posampierw olewa, by w jakiś czas potem zaś do byznesu zapraszać. Będąc na miejscu banku nie wyrażałbym zdumienia, ino wysłał pytających do wszystkich dyjabłów, albo i w inne pizdu. Bankowi jednakowoż tego nie wypada zrobić. A szkoda. Bo może gdyby to zrobił publicznie i głośno bardzo, to byznesowe podejście PiSdzielców do ratowania stoczni byłoby bardziej czytelne. Czytelne dla tych, co to jeszcze mają a propos nich, PiSdizelcó znaczy, jakiekolwiek złudzenia.

Dopadnięty na okoliczność Kaczyński J. stwierdził jedynie, że to zasłona dymna platzformy i chyba w jakimś kabarecie jest, skoro się jego ekipie zarzuca robienie wbrew. Wbrew ratowaniu rodzimych stoczni, które – jak to przecie powszechnie wiadomo – padają na pysk. I tu nie sposób mu racji nie przyznać, bowiem to w rzeczy samej jakiś kabaret jest: nie zapytać o szczegóły ewentualnego byznesu i z góry go udupiać. Udupiać i zamiatać pod dywan, bo przecie zero było wiadomo w temacie fortisowej propozycji. Znaczy utajniona była. I najbardziej zainteresowani – znaczy stoczniowcy – o niej gówno wiedzieli.
To przecie tak, jakby w imieniu licznej rodziny, nie informując jej oczywiście o tem, wywalić na zbity pysk agenta, który dogorywającemu proponuje bardzo wysokie ubezpieczenie na wypadek zejścia ze skutkiem ostatecznem. Ale może ja się nie znam na byznesie i nie biorę pod rozwagę tzw. wyższych racji (wyższych znaczy od czego?) i tzw. racji stanu (stanu wskazującego na oszołomstwo? czy na spożycie?). Bo może one zuzamen ważniejsze są od tego, czy się uratuje tę czy inną firmę przed totalną padliną.

Jakoś dziwnie pewien jestem, że nie jest to jedyny taki "byznes" ukręcony przez ekipę Kaczyńskiego J. Bo przecie bardziej ją zajmowało (i zajmuje nadal) polowanie na czarownice niż to, by "kraj rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej". W istocie bowiem ważniejsze jest dopadnięcie "agenta", wyimaginowanego i nie, niż to, czy kilkanaście tyszęcy ludzi pozna uroki szukania pracy po urzędach, co to się niby mają tym zajmować. Znaczy – po urzędach pracy.

Reasumując, bo wypada: kolejny to przykład, że ekipa PiSdzielców ma dokładnie w dupie gospodarkę, poziom życia rodaków, bezrobocie, odrabianie zaległości i równanie do unijnego poziomu – interesuje ją tylko i wyłącznie wyrżnięcie politykierskich przeciwników. A lecą za nich wszyscy ci, którzy nie są z nimi. Więc – jeśli wierzyć sondażom – ponad 70% głosujących rodaków.
Co jednak PiSdzielce mają dokładnie w dupie. Przecie mają jedynie słuszną rację.