czarny koń
Wojna podjazdowa pomiędzy Krakowskim Przedmieściem a Alejami Ujazdowskimi trwa. Trwa i trwać będzie nadal, aż do wyborów w 2010 roku. Trwać będzie, bo obie strony jakiś czas temu rozpoczęły już kampanię prezydencką, choć usilnie ten fakt dementują. Należy się więc spodziewać i nie powinno to raczej być dla nikogo niespodzianką, że w jej trakcie tak się nam obrzydzą, że albo nie pójdziemy na wybory, albo też wybierzemy kogoś trzeciego.
Taki pogląd pojawia się zresztą coraz częściej w najbardziej opiniotwórczych gazetach, radiach i telewizjach. Wskazuje się przy tym przede wszystkim na Dutkiewicza R. (Wrocław). Przypominam jednak, że kandydatów do prezydenckiego stołka mamy zazwyczaj kilkunastu. Wśród nich bywają też tacy, którzy wyskakują jak diabeł z pudełka i ni stąd, ni zowąd lądują w II turze – jak choćby Stan Tymiński ze słynną czarną teczką pod pachą.
Pozostaje pytanie, kto to mógłby być. Jaki polityk bądź osobowość z pierwszych stron gazet miałaby największe szanse?
Pierwszoplanowi aktorzy rodzimego cyrku absolutnie nie wchodzą w rachubę, bo en masse skompromitowali się lub ośmieszyli do tego stopnia, że nazwisko któregokolwiek z nich wywołałoby tylko pusty śmiech. A nie? Może kto sobie wyobrazić na prezydenckim stołku (w kształcie fotela) Sikorskiego R. (błagam na kolanach, panie prezydencie)? Niesiołowskiego S. (robaczek, formalina, szpileczka, gablotka)? Kalisza R. (tenis, piłka kopana i też się w fotelu nie mieści)? Olejniczaka W. (podpadnięty na lewej)? Beger R. (kurwiki jak owies)? Jędrusia (wiadomo...)? Giertycha R. (Koński Łeb)? Pawlaka W. (po raz trzeci)?
Nikt? Ano właśnie. A ci, jak raz, cięgiem są najpopularniejsi i najbardziej rozpoznawani.
Lokalnych politykierów też olać można w tej kategorii równo. Bo poza wspomnianym Dutkiewiczem R. to w kraju naszych przodków, zadków i dzieci głośni są jedynie Adamowicz P. (puścił tramwaj nr 1 na moją betonową pustynię), Majchrowskiego J. (ryje pod Rynkiem) i Karnowskiego J. (moczy w Sopotach). Ino, że oni maja w plery u siebie, co z dużą pewnością zostanie im wytknięte, więc sprawa też się z automatu rypie.
Ktoś spoza politykierskiego cyrku? Ino kto? Doda (sztuczne cycki + ikona chuj wie której RyPy wg CNN)? Pudzian (siłacz w maserati)? Toć wykształciuchy się skrzykną i wykasują na wstępie. Kupa Wojewódzki (dupek)? Mimo wykształciuch, też go wykopią.
Może Nowicki J. (Jan Nowicki)? A kto go zmusi, torturami nawet, żeby idyjotę z siebie robił? Lem S. (Mistrz) nie żyje, a Szymborska W. (Nobel) umarłaby ze śmiechu, słysząc propozycję kandydowania. Ja odpadam, bo regularnie chleję, a jaki kraj chciałby mieć prezydenta, który skuli comiesięczna niedyspozycja dochodzi do siebie przez dwa tygodnie? Chyba, żeby Chmielewska J. (wszyscy jesteśmy podejrzani), bo to, co dzieje się wokół prezydenckiego stołka (w kształcie fotela) jak raz pasuje do tego, żeby się na tym wyżyła.
Możliwym więc jest, że ni stąd ni zowąd pojawi się ktoś, kto z automatu będzie miał murowane kilkumilionowe poparcie. Tak – umówmy się – ze cztery miliony otępionych rodaków, co już na starcie daje 20-procencikowe poparcie. Mający na dodatek własną telewizornię i radio, co w nim ujada tak, że my szczeniaki przy nim jesteśmy. Za kampanię w nich przecie grosza nie zapłaci, co nie?
Toż jemu nawet baśniowa koalicja polszajs-tefałen-publiczna nie da rady – skoro pod wnioskiem o przyznanie koncesji radiu, co w nim jest "jednoosobowy organ nadzorczy, jednoosobowy organ zarządzający i jednoosobowy organ kontrolny" w jednym na dodatek podpisało się 7 baniek dorosłych rodaków. Już się zrobiło z 4 baniek 7. Podskoczy mu kto?
Szczególnie, że równo mu mogą skoczyć – bo to Goebbels manipulacji, zdolny wmówić mniejszym umysłom, że nawet niemożliwe załatwi. Na ten przykład wskrzeszenie świetności kolebki styropianów via łatwowiernie mu ofiarowane świadectwa udziałowe czy inne bony prywatyzacyjne (czy jak się ta cholera nazywała). Jaśnie pan ojciec dyrektor maybach w swojej własnej osobie.
Że co? że mię pogięło?
A wała, Wielce Szanowni!
W przeciwieństwie do Tuska D. (był sobie Gdańsk... u tak już zostało) i Kaczyńskiego L. (składa meldunki) zna przynajmniej jeden obcy język. Nie swoje pieniądze wydaje tak, że nikt mu nie podskoczy i nie kole nimi w oczy – jak Dutkiewicza R., Adamowicza P., Karnowskiego J. (nie w sensie przywłaszczenie, tylko w sensie debilne wydatki). Z niczego potrafi zrobić coś, znaczy – imperium medialno-indoktrynacyjne, a tego za cholerę (nawet mając środki) nie zrobi ni Sikorski R., ni Niesiołowski S. czy Kalisz R. lub Olejniczak W. O Pawlaku W. z litości nie wspomnę. Jędruś próbował i nawet zaczęło mu początkowo wychodzić, ale potem się formą w solarium zadławił jakby. Ja też startu nie mam, bo comiesięczne okresy plus dochodzenie do siebie skutecznie mię wywalają poza margines na jakie spokojne dwa tygodnie. W comiesięcznym cyklu dwutygodniowej formy to ja mu koło dupy nie zrobię. Za ciężką cholerę nie zrobię.
Nie ma więc co mi talerzy na łbie rozbijać czy innych butelek (próżnych! bo szkoda) skuli moje kasandrzenie. Bo jakby na to wpadł, znaczy na kandydowanie ojciec dyrektor maybach wpadł, to bez wyjęcia mamy go na prezydenckim stołku (w kształcie fotela). A jakby już siadł, to by się o byle samolot nie handryczył, tylko sobie kupił. I poleciał. Żeby postTuska po plecach protekcjonalnie poklepać. I idę o zakład, że na dodatek taką ciemnotę wcisnąłby na Wiejskiej, że by go tamtejsze przymuły jeszcze na króla koronowały i obdarzyły władzą absolutną.
Całe więc szczęście nasze, że mu to do głowy nie przyszło i nie przychodzi nadal. A jeśli...?
Ops...! Na szczęście mię już niedaleko do piachu a raczej do spopielarni zwłok, więc się sami o to martwcie.


