będzie porozumienie?
Nie ma dnia, żeby się coś nie działo, więc teoretycznie nie powinniśmy nic innego robić, tylko się czepiać i czepiać, i czepiać... ale - ile można?
Każdemu przecie może obrzydnąć rola wiecznego rzepa na psim ogonie. Czy wiecznego głosu wołającego na puszczy. I tak dalej.
Nie ma się więc co dziwić, że coraz częściej zachowujemy dystans i wybieramy milczenie. Abstrahując od tego, że nam się nie chce. Albo, że nam ręce opadają.
Czemu akurat trudno się dziwić, bo jeśli kto śpi snem sprawiedliwego - a tuszę, że takim właśnie snem spał Sikorski R., to z nagła z takiego snu wyrwany, odpowiadać może tylko - nim dojdzie do siebie - od rzeczy.
Jak mają ręce te nie opadać, skoro Najjaśniejszy Pan Prezydent postanawia się obrazić na oficjalne obchody dwudziestolecia historycznych wyborów 4 czerwca (1989 roku) i urządza swoją własną rocznicę. Nomen omen - 1 czerwca.
Kiedy to, jak wiadomo, obchodzony jest dzień dziecka. Okazuje niejako w ten sposób i swój stosunek do dwudziestolecia, i demonstruje swoje ciągoty do rozstrzygnięć rodem z piaskownicy.
Jak mają ręce nie opadać, skoro i na pięciolecie wstąpienia w unijne objęcia się Najjaśniejszy Pan Prezydent obraża i zapowiada, że olewa oficjalne uroczystości.
O uroczystościach a propos Mateczka "S" już lepiej nie wspominać, bo tylko żal dupę ściska.
Wszelkiego rodzaju media cięgiem się w związku z tym wszystkim zastanawiają, czy będzie porozumienie po linii (i na bazie) ekipa rządząca- Najjaśniejszy Pan Prezydent. Zastanawiają i dolewają oliwy do ognia, rozdmuchując wojenkę, która nie ma i mieć nie będzie końca.
Nie będzie, bo Najjaśniejszy Pan Prezydent uznał, że on osobiście tu rządzi i wszyscy inni mogą mu nadmuchać, ew. naskoczyć. I żadne pokrętne tłomaczenia jego dworaków tego nie odkręcą. Nie ma takiej siły, żeby skutecznie wcisnąć taki kit, że niby Najjaśniejszy Pan Prezydent jest biedny i pokrzywdzony, a na dodatek prześladowany przez rządzącą ekipę Tuska D.
Wnioskować zatem należy, że żadnego, nawet i szczątkowego porozumienia nie będzie a Najjaśniejszy Pan Prezydent do końca kadencji będzie leciał za skrzyżowanie cara z I sekretarzem pe-zet-pe-er (i nie chodzi tu bynajmniej o Polski Związek Piłki Nożnej).
Całe szczęście, że do końca, kadencji oczywiście, już mu bliżej niż dalej i zapewne nie załapie się po raz drugi.
A jeśli... nie, takie kataklizmy się nie zdarzają. A przynajmniej mamy taką nadzieję.



