coś innego mówią, coś innego słyszysz
W zasadzie tytuł powinien być dłuższy i mieć brzmienie następujące: coś innego mówią, coś innego słyszysz; coś innego piszą, coś innego czytasz; coś innego słyszysz, coś innego widzisz. Byłaby to jednak zdecydowanie wielka przesada – bo kto to widział takie tytuły produkować. Nikt by się przecie w nie połapał, o co w nich chodzi, nieprawdaż? Prawdaż.
Mocno się zastanawiam skąd się to bierze. Nieznajomości języka nie biorę w ogóle pod uwagę. Stawiałem na pośpiech, ale przypomniałem sobie, jak to kiedyś tłumaczyłem na żywca synom kreskówki na HBO i jak starałem się być jak najbardziej wiernym temu, co mówią na ekranie. Czyżby więc zwykłe i – że się tak wyrażę – niechlujstwo?
Wszystko wskazuje na to, że niestety tak. Dla przykładu tłumacze jednej z firm taśmowo produkujących listy dialogowe zdają się znać tylko jedno znaczenie angielskiego 'delicious' – 'wyborny'. A nawet w słownikach na portalach internetowych znaleźć można jeszcze trzy inna znaczenia: 'pyszny', 'wyśmienity', 'rozkoszny'. Że nie wspomnę o tym, że istnieje coś takiego, jak słownik synonimów, który notuje sześć wyrazów bliskoznacznych 'wybornemu'. Na dodatek nie pokrywających się w pełni ze znaczeniami podanymi przez słowniki internetowe. W sumie zamiast uparcie używać jednego wyrazu, można się posłużyć ośmioma zamiennikami. W pełni oddającymi znaczenie 'delicious'.
Nie to jest jednak największym problemem tłumaczeń. Jest nim niedokładność, bądź też – o zgrozo! – zupełne wypaczanie słów autora. Co nagminnie zdarza się w wypadku słowa pisanego. Wydaje się, że tłumacze mają w nosie to, czy efekt ich pracy będzie odpowiadał oryginałowi czy też nie. Jako omc. etatowy recenzent oryginałów dla polskiego wydawnictwa potrafię sobie, czytając polskie tłumaczenie, mniej więcej wyobrazić oryginał. I nader często natykam się na kwiatki w postaci zdań, a nawet i całych akapitów, które nijak się mają do reszty tekstu. Zatem coś innego napisał autor, a coś innego się tłumaczowi 'przetłumaczyło'.
Najmniej dają tu ciała radiowcy. Choć i im niestety zdarzają się wpadki.
Niemniej apel mój do tłumaczy: 15 minut snu mniej to naprawdę niewiele, a tacy jak ja nie będą mieli okazji ujadać.



