Pizło chopu w dekiel
I to solidnie pizło. Panu Frasyniuku pizło. Jedna z ostatnich legend nieskalanych postuluje otóż, żeby znieść święto 11 listopada a na to miejsce ustanowić 4 czerwca. Że niby z 11 listopada związek mają tow. tow. Gomułka i Bierut, a z 4 czerwca mają związek Jedynie Prawdziwi Polacy.
Panie Władku jedyny, nie katuj Pan! Bo ten 4 czerwca to zasługa nie tyle Papieża, Wałęsy, czy nawet Pana, ale zasługa bezimiennych towarzyszy, którzy okazali się nie dość wydajni w morderczym dla sowieckiej gospodarki wyścigu zbrojeń; zasługa równie bezimiennych mudżahedinów afgańskich, co WTEDY wyrzucili brzydkich Ruskich, a teraz wyraźnie wyrzucają ładnych Amerykańców; zasługa szczerze wierzącego komunisty, Michaiła Gorbaczowa...
Daj Pan spokój Panie Władku, nie umniejszaj Pan - wzorem nielubianych przez Pana braci-bliźniaków - wielkości Komendanta Piłsudskiego, żeby samemu jaśniej zalśnić. Co Panu, człowiekowi, zda się rozumnemu, przeszkadza przyznać, że DWA RAZY w XX w umieliśmy skorzystać z okazji historycznych, jakimi były osłabienia ciemiężców?
Ja idę rozumieć, że paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy, ale... jakaś legenda Solidarności jest potrzebna. Niech Pan nią dalej będzie - bo drugi "ostatni z wielkich", czyli Bronisław Komorowski, właśnie włączył się w szopkę prezydencką i tam wymieli się do imentu...






