Media ostatnimi dniami donoszą, że obecna głowa kościoła katolickiego, pseudonim - Benedykt XVI, nic sobie nie robił z informacji, że jego podwładni molestowali dzieci. Na jaw wyszło, że papa Ratzinger, gdy był arcybiskupem Monachium ukrywał występki księży pedofilów. Nie zostali oni ukarani ani przez swoich przełożonych, ani przez sądy świeckiego. Nadal pełnią swoje funkcje, tyle że w innym miejscu. Ich korporacja nie przebacza tylko jednego – zdrady kościoła. Na resztę grzeszków dużych i małych łagodnie przymyka oko.
Teraz, gdy media temat rozdmuchały, władze kościelne, w tym Prymas Polski, odkręcają kota ogonem. Że to atak na kościół katolicki, że szkalowanie, że manipulowanie dowodami, że (uwaga!) próba zniweczenia beatyfikacji JPII.
Pożyjemy, zobaczymy. Plusem sytuacji jest to, że jak amerykańskie sądy dobiorą się kościołowi do dupy, to Watykan z torbami puszczą.



