Przyłapałem się na tym, że gdy kolejny sukces świętuje Platzforma, i ja sam czuję się uspokojony, zaś gdy PIS wygęga z siebie jakieś myślątko, które choć odrobinę mogłoby mu podnieść notowania - zimnym oblewam się potem. Bo pamiętam, o jak dobrze i wyraziście pamiętam, butę i pogardę czasów pisowskich. Pamiętam, jak podejrzliwie patrzyli na moją semicką gębę nagle ośmieleni menele z sąsiedztwa, i jak z dnia na dzień zrobili się znów mili, gdy PIS-dzielców zmiotło.
Traumę mi pisiorki wyrobili niewąską, z trudem pewnie uleczalną... Bo do teraz dygot mię jakiś ogrania, gdy przewaga sondażowa Platzformy nagle zjeżdża w dół poniżej dającej pewność zwycięstwa dwukrotnej przewagi nad pisiorkami...
Co ciekawe, racjonalnie niby wiem, że Platzforma to w większości picyngiery i misie lukrowane, że i PIS nie jest jednolity, że jest tam trochę sensownych i racjonalnych polityków - ale trauma jest silniejsza i nakazuje mi sposób iście sowiecki, czyli pisowski: co najmniej dwukrotna przewaga w ludziach i sprzęcie, i urrra!, i wpieriod!, i PIS-dzielską gadzinę wystrzelać, rozdeptać i w jak najbardziej smrodliwe gówno wdeptać jak najgłębiej.
I tak oto, własnym przykładem - ja, deklaratywnie racjonalista i humanista! - dowodnie pokazuję światu, że racjonalność i humanizm naprzeciw głębokich lęków diabła są warte. I - zupełnie już nieracjonalnie, bo czasy PIS-u dowodnie pokazały, że przyzwolenie społeczne na faszyzm w Polsce jest - mam nadzieję, że nie tylko mnie PIS-dzielce traumę głęboką wyrobiły, że więcej jest takich, co co by chcieli na sposób iście sowiecki, czyli pisowski: co najmniej dwukrotna przewaga w ludziach i sprzęcie, i urrra!, i wpieriod! i PIS-dzielską gadzinę wystrzelać, rozdeptać, etc.



