Jako mocno młodociany, za czasów Edwarda Gierka budowałem „drugą Polskę”. Budowałem i budowałem na miarę swoich możliwości, czyli świadectwami z czerwonym paskiem. Wybudowałem Trzeci Świat.
Po drodze były różne wypadki (np. radomskie) i wypaczenia (np. Jaroszewicz), ale receptą na ich likwidację było „więcej socjalizmu w socjalizmie” (dygresja: tak jak teraz więcej Europy w Europie). Budowę przerwał stan wojenny. Wiechy nie zatknięto. Po wojnie ”polsko-jaruzelskiej” nastąpiła reforma gospodarcza i atestacja stanowisk pracy (czytaj: poszukiwanie kandydatów na bezrobotnych). Dupa blada z tego wyszła, więc ogłoszono II etap reformy gospodarczej. Znowu z tym samym efektem. Pojawiły się nawet "zespoły produkcyjne", które po godzinach tyrały, by zarobić na pieprz do gówna. Komuna w związku z tymi sukcesami po drodze padła. Pojawili się nowi budowniczowie. Macherzy ci zarządzili wybudowanie drugiej Japonii. Tak ją budowali, że prawie wyszła Kampucza. Naród ich spuścił w kanał przy najbliższej okazji wyborczej. Zaczęliśmy budować wspólną Europę (niebawem mogą ją także w kanał spłukać, pewnie razem z nami). Teraz Prezes hałaśliwej partii kanapowej proponuje mi budowę Węgier, więc Węgry się od razu zebzdziały a od dwóch dni dowiaduję się, że powinniśmy być Chinami. Biada wam Chińczycy, oj biada. Niech będzie jak w piosence: „A mnie się marzy kurna chata/ Zwyczajna izba zbita z prostych desek/ Żeby się odbić od całego świata/.../, czy nie warto skorzystać z mądrości poety niż budować bez sensu?
Na marginesie: rok temu pisałem, jak Prezes osiągał poszczególne prędkości kosmiczne, aż do wyrwania się z układu - niestety Słonecznego - teraz widzę, że prawidłowo to oceniałem. Prezes przekracza horyzont zdarzeń!!!



